Kategorie: Wszystkie | Moje artykuły | Myśli (nie) złote | Zasłyszane
RSS
niedziela, 09 lutego 2014

Byłam wczoraj w Warszawie na prezentaji jedynek do Europarlamentu. Impreza ciekawa, ale musiałam wstać o 4:25, aby zdążyć na autobus i wróciłam nieziemsko zmęczona. Wprawdzie z powrotem wracałam już z kolegami samochodem prawie pod sam dom, ale mimo wszystko po dosyć ciężkim tygodniu musiałam się wykazać dużym samozaparciem, aby w ostatniej chwili nie zrezygnować. Musiałam jechać, bo parę razy im nawaliłam i kolejny raz to by oznaczało stratę zaufania.

W każdym razie dzisiaj leżę z tyłkiem przed telewizorem i wołami mnie nie wyciągną nigdzie.

A tak a propos to Jedynki sprawiały wrażenie ludzi z łapanki, ja wiem czy ze dwie osoby mają szansę? NA szczęście nasze Stowarzyszenie tylko w koalicji i z głównym nurtem nie mamy nic wspólnego, ale chciałoby się, aby chociaż nasz kandydat wygrał...

czwartek, 06 lutego 2014

Prezes przyjechał. Nawet całkiem całkiem. Przystojny znaczy się. Dokładnie on wiceprezes, ale dla nas najważniejszy, bo od sprzedaży. Przywitał się, poszedł do dyrektora, obszedł z nim biuro, znowu poszli gadać. Całe szczęście, że nie przyjechał wczoraj- M w tunice, Agata w kolorowym t-shircie, a Izka z sweterku z frędzelkami. Agentka dyżurna z wrażenia na jego widok zapomniała jak się nazywa i zaczęła się jąkać i nawet M. się oczy zaświeciła, bo ona lubi takie południowe typy. Wcześnie trudno było powiedzieć, bo widziałam go tylko na zdjęciu. Wprawdzie był na piątkowej imprezie, ale w tłumie tysiąca osób jakoś go nie dostrzegłam. M kupiła rano ciasteczka i mleko i przyjechała do pracy z ropnym zapaleniem gardła dla odmiany. Ostatnio było zapalenie oskrzeli. Nie chciała mnie samej zostawiać, bo Agaty też nie było, ma urlop i wyjdzie, że na trzy zatrudnione asystentki tylko jedna jest w pracy jak prezes przyjeżdża. Potem M. pojechała do domu poleżeć. Lekarka powiedziała jej, że powinna się wybrać do psychiatry, bo jak nie złapie równowagi to i organizm się wykończy. Na szczęście psychiatrę mamy w pakiecie...

A pan prezes będzie na naszej oddziałowej imprezie w przyszły piątek, więc zapoznamy się bliżej ;)

środa, 05 lutego 2014

Dzwoni dzisiaj popołudniu do M. Matka Przełożona. Pyta ją jak jest ubrana. M. się zaczyna jąkać, że su su sukienka, bo tak naprawdę ma na sobie jasną tunikę, jasne kozaczki do kolan i leginsy. Niezbyt biurowo. Okazuje się, że prezes, który miał być jutro możliwe, że przyjedzie dzisiaj. I czy mamy identyfikatory. Mamy, tyle, że M swój trzyma w biurku. Po tym telefonie nastąpiła błyskawiczna akcja sprzątania, układania, wynoszenia i przypinania identyfikatorów do piersi. Ja miałam na sobie marynarkę, bez koszuli, Agata marynarkę, ale za to jakąś bluzkę we wzorki i dżinsy, a M. te nieszczęsne kozaczki. Żadna do końca nie była ubrana prawidłowo. W dodatku gazetka z nową kampanią niegotowa.

Na szczęście alarm okazał się fałszywy i prezes przyjedzie jutro. M. po wszystkim poszła zapalić, choć generalnie rzuca palenie.

poniedziałek, 03 lutego 2014

Wracając do domu dzisiaj z marzłam bardzo. Wiał bardzo silny wiatr-0 znowu! Ie to może tak wiać. A było już tak spokojnie rano. Mogę się zgodzić na mrozy- nawet -15, byle tylko nie wiało. Prawie sobie ręce odmroziłam takie miałam czerwone, bo dwie siatki z zakupami i nie mogłam schować rąk do kieszeni. Oczywiście pies z kulawą nogą się nie zatrzymał i szłam pieszo do samego domu. Ale i tak wolę pieszo niż rowerem- zmarzłabym bardziej i umęczyłabym się jak koń.

Stanowczo jutro poproszę o pogodę bez wiatru.

niedziela, 02 lutego 2014

Impreza była.

Ja wróciłam do domu.

Jutro do pracy.

Koniec relacji.

środa, 29 stycznia 2014

Na szczęście kryzysową sytuację udało się opanować przy pomocy przyjaciela. A dzisiaj rano dostaję smsa od banku... debet mi oddali. Bałagan siostry tam mają, bałagan.

Taka byłam wczoraj zdenerwowana, że nie dotarłam wczoraj na zebranie DWP. Ja nie wiem jak mogą spokojnie spać ci, którzy mają długi po parę milionów, bo ja wczoraj mając skromniutki minus byłam bliska zawału. Już wiem, że do żadnych afer się nie nadaję. Umarłabym na samą myśl o jakimś matactwie albo by mnie od razu złapali.

wtorek, 28 stycznia 2014

Spóxniłam się o 1 dzień ze spłatą debetu. Dzisiaj wpłynęła wypłata, ale o jeden dzień za późno, debet mi się skasował. W związku z tym, że to było o jeden dzień za późno przyjdzie mi chyba pod most pójść albo pod kościół żebrać.

Mam polisę na życie i jakąś wartość na niej, będę musiała ją prędko zlikwidować, ale zanim pieniądze spłyną to jakiś czas minie, a z czego tu żyć do tej pory?

Jedyne szczęście w nieszczęściu, że przynajmniej debet mi zniknął i odsetki od niego nie będą odciągane odsetki. A polisa mi i tak niepotrzebna, bo ani dzieci ani męża nie mam to i zabezpieczyć nie mam kogo. Ewentualnie przystąpię do grupówki w firmie.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Wczoraj rano wyciągnęłam czarną sukienkę w białe kropki, którą mam zamiar ubrać w piątek na imprezę. Okazała się niestety za ciasna. Wchodzę w nią, nawet się dopnę, górą będzie odbra jak ubiorę stanik, ale dołem się opina. Postanowiłam więc, że do piątku muszę schudnąć ze 2 kilo. Na śniadanko muesli, na obiadek ziemniaczki, buraczki i krokiet. Na podwieczorek jadłam seler naciowy, czym pochwaliłam się kumplowi na facebooku. A on na to, że oprócz MŻ dobry będzie także WR.

Co było zrobić? Wprawdzie nie miałam najmniejszej ochoty rozbierać się w to zimno ze swetra, ale jak trochę poćwiczyłam to się zrobiło mi się trochę cieplej.

A dzisiaj rano zważyłam się. Niestety to nie było złudzenie. Przytyłam.

niedziela, 26 stycznia 2014

Mój brat obraził się na mnie wczoraj i od soboty się prawie do mnie nie odezwał. W sumie o wszystko i o nic. Wstał lewą nogą, bo na kacu (pił w piątek z takim jednym Tomkiem). Oskarżył mnie o rak prądu w przedpokoju, bo to on po pijaku w środę wyrywał się do wykręcania żarówki i ją ułamał. No dobrze- moja wina. Zdaje się, że on nie pamięta tego co mówi i robi po pijanemu, nawet jak nie jest bardzo pijany. Parę razy już się zdarzyło, że ja mu coś mówiłam i on nie pamiętał albo on mi coś mówił, a po trzeźwemu zapominał, że już mi to mówił. Zdarza się, że po pijanemu zmyśla, robi się z niego istny bajkopisarz- to w nawiązaniu do takiej plotki, że człowiek, bo alkoholu mówi prawdę.

Ale ja nie o tym. Zaraz po żarówce zapytał czy Bartek przysłał pieniądze na podatki za ten rok. Bo jak nie to on chętnie jego część wykupi. Od razu mi się przypomniało jak mama opowiadała, że parę lat temu zaproponował jej wykup mieszkania, ale tylko on miał być w nim zameldowany, my mieliśmy chyba się wyprowadzić. Mama odmówiła. Pomyślałam sobie, że spłacę długi, zacisnę pasa i jak już minie 5-letni okres ochronny to odkupię od Bartka jego część.

Teraz się prawie do siebie nie odzywamy. Dzisiaj poszedł krok dalej i zamyka drzwi do swojego pokoju.

Ja staram się mu na ogół schodzić z drogi, nie kłócę się z nim jak jest pijany, choć w ten piątek nie wytrzymałam. Jak już Tomek poszedł i wyłączył tę piekielnie głośną muzykę to przyszedł do mnie szukać kota. Kot nie jest głupi i jak Brat pije to on go unika. Mądry zwierzaczek. Mama z Bratem się z bratem kłóciła, bo się wtedy bardzo rozmowny robił. Potem się na tygodnie obrażał i nie rozmawiał z nami. Potem się odobrażał i tak w kółko. Ja schodzę mu z drogi i do tej pory ta taktyka się sprawdzała. Mogłam się na niego nie wydzierać wtedy, ale cóż...

Rozwiązanie widzę jedno: on się wyprowadza, najlepiej do jakiejś baby.Tylko, która by go chciała? Rozwiązanie drugie: ja się wyprowadzam. Ze względów sentymentalnych i finansowych to nie wchodzi w grę. Na razie musimy się ze sobą męczyć...

 

sobota, 25 stycznia 2014

Wczoraj była u nas kolęda, z tej okazji wzięłam dzień wolny, w końcu ksiądz nie przychodzi do mnie codziennie. Poza tym mam dni do wykorzystania i pogoda zniechęcająca do wychodzenia z domu. Wstałam, pogapiłam się w komputer, wyprasowałam biały obrus, co nie było łatwe zważywszy, że z trudem znalazłam taki niepoplamiony i nie mamy deski do prasowania. Ksiądz przyszedł po 16, byłam sama, bo brat nie zdołał dotrzeć z pracy. Chyba dla niego też było zręczniej, bo jako antyklerykalista niewierzący dziwnie musi się czuć. Jak mama żyła w ogóle nie było opcji, aby księdza po kolędzie nie przyjąć, a i teraz raczej by do tego nie doszło. Żyjemy w małej społeczności, tu się wszyscy znają, więc i mój brat musi się dostosować.

Ksiądz przyszedł, wystraszył kota, poświęcił i pomodlił się, a potem pogadaliśmy o Ukrainie, Syrii i planowanej na 16 uroczystości. Pójdziemy na groby powstańców. Ksiądz skołował burmistrza i też pójdzie z nami kwiaty złożyć.

Ksiądz wspomniał jeszcze, o tym abym prawo jazdy zrobiła. Bo to ciężko dojeżdżać, a jako kobieta na pewno lubię ładnie wyglądać. A jak tu ładnie wyglądać, skoro tak się trzeba ubrać, aby drogę ze stacji przejść. Co miałam zrobić? Zgodziłam się. Trzeba będzie to prawo jazdy w końcu zrobić, skoro ksiądz każe ;)

I taka jest różnica między wsią a miastem, gdzie słyszałam, że coraz więcej osób nie przyjmuje księdza, co im nie przeszkadza domagać się chrztu dla dziecka, pogrzebu dla dziadka i obchodzić Świąt Bożego Narodzenia. Tu ksiądz wie, gdzie jest bieda, gdzie przeciętnie, kto ma samochód, a kto potrzebuje pomocy. I pomaga.