Kategorie: Wszystkie | Moje artykuły | Myśli (nie) złote | Zasłyszane
RSS
piątek, 03 września 2004

Po kilku dniach zamieszania wreszcie chwilka spokoju. Dopiero wczoraj po południu mogłam się zainstalować ostatecznie w nowym miejscu pracy. Cała ta przeprowadzka nieźle mnie wymęczyła. Wracałam do domu skonana. Myślę o sobocie jak o wybawieniu... Teraz nie siedzę sama ale z koleżanką. Troszkę głupio bo patrzy z tyłu w ekran mojego kompa, ale ostatecznie nie zje mnie, prawda? Powiedziała zresztą, że jej to nie interesuje co ja robię, o której wychodzę itd.

Z Tomkiem rozmawiamy normalnie ale nadal nie wiem na czym stoję. Dzisiaj sobie porozmawialiśmy bardzo szczerze i poważnie .... Wprawdzie nie wyjaśniło to sytuacji między nami ale i tak dobrze to nam zrobiło...  Powiedział, ze dużo facetów, których zna, całkiem normalnych chadza do "przybytków"... Zbulwersowało mnie to troszkę bo mimo, że wiem, że takowe istnieją to jednak świadomość, że tacy zwyczajni mężowie czy narzeczeni mają po jakimś czasie ochotę na "odmianę" nie jest bynajmniej budująca...

środa, 01 września 2004

Dziś moje dwudzieste dziewiąte urodziny. Dzień zaczął się męcząco w związku z przeprowadzką. Dopiero po drugiej podłączyłam komputer (prawie samodzielnie!) i mogłam rozprostować nogi. A dopiero teraz znalazłam czas aby wypić porządną kawkę i skrobnąć coś w tym moim netowym pamiętniku...

Nie miałam zatem dziś czasu pomyśleć o sobie i o upływającym czasie właśnie... Wcale nie czuję się taka "stara". Czuję się nadal tak jakbym miała szesnaście lat tylko mądrzejsza jestem... w niektórych sprawach. W życiowych chyba nadal trochę nastolatką jestem... Zwłaszcza w relacjach z facetami... To chyba efekt mojego późnego dojrzewania,a może i naiwności?

Tyle rzeczy mam jeszcze do zrobienia.. tyle planów... marzeń... Nie wiem czy uda mi się je wszystkie zrealizować ale co roku żywię tak samo mocną nadzieję na ich spełnienie...

Przede wszystkim- i to jest moja największa bolączka- chciałabym więcej zarabiać. Może to bardzo przyziemnie pragnienie ale jak zrealizować inne nie posiadając środków finansowych ku temu? Jak się dokształcać, uczyć języków, podróżować? Ale czy mam postawić szefowi ultimatum? 

Po drugie chciałabym ustabilizować swoje życie osobiste... Moje dotychczasowe w tym zakresie (raczej słabe i płytkie) doświadczenia nie dają podstaw do optymizmu... Obecna znajomość też raczej nie... To się tylko tak mówi, że w tej materii zalezy coś od ciebie... wiele ma do powiedzenia przypadek, łut szczęścia....

A po trzecie- chciałabym dożyć stu lat!

wtorek, 31 sierpnia 2004

Dziś ostatni dzień w starym miejscu pracy. Przenosimy się na parter. Wyniesiono już parę kartonów makulatury. Czego jak czego ale niezbędnych papierów, które po jakimś czasie okazują się niezbędne chyba nie brakuje w żadnym biurze nie brakuje... Na razie wszystko w proszku- nie wiem jak to będzie. Zapowiada się męczące popołudnie... miałam iść na 17 na szkolenie kosmetyczne ale pewno nie dam rady.

Co do Onego... Potyczki słowne nie wychodzą mi na dobre. Ja mu mówię o czymś co on mi powiedział np dwa dni temu, a on mi nie wie o co chodzi (albo udaje że nie wie).  Ja mu tłumaczę o co mi chodzi, wyjaśnianiamy sobie wszystko, a za jakiś czas sytuacja się powtarza. Więc chyba na złość mi wczoraj powiedział, że nie wie o jakiego SMS-a mi chodzi ( gdy mu za niego podziękowałam). Ręce mi opadły, ale powstrzymałam się przed komentarzem. A i tak- bez zupełnego powodu byłam bez humoru wieczorem. No bo czy powodem było to o czym rozmawialiśmy wczoraj? To już wolę jak się nie odzywa... nie prowokuje mnie to przynajmniej do wypowiadania pretensji czy żalów... 

W każdym razie to z pewnością nie koniec. Choć tak by było dla mnie lepiej, zresztą slusznie to zauważono w komentarzach. Gdybym tylko umiała znaleźć w sobie siłę...

poniedziałek, 30 sierpnia 2004

Czy ja zwariowałam? Zerwaliśmy tą naszą znajomość, tak? Nie odzywamy się do siebie prawie wcale. Wydawało mi się, że jestem tak całkiem obojętna, że jeszcze w piątek skasowałam go z listy gg (który to już z kolei raz?) po tym jak na moje co słychać odpowiedział : radio RMF... No i nie żal mi było. Potem skasowałam go z obu moich telefonów komórkowych. W ogóle o nim nie myślałam. Do czasu okazało się... W sobotę wieczorem uczyłam się angielskiego i zamknęłam w  którejś chwili oczy... Momentalnie pomyslałam o nim...  Nie mogłam sie powstrzymać i wysłałam mu SMS-a... Coś tak, że mam jego obraz przed oczyma choć wiem, że to niemożliwe i nierealne... Byłam nawet zła na siebie za tą chwilową słabość. Nie oczekiwałam też odzewu. Po chwili dostałam odpowiedź od niego, która sprawiła mi niesamowitą radość: 

"TO JEST MOŻLIWE I JEST REALNE KRÓLICZKU SŁODKI:) ŚPIJ KOLOROWO I MYŚL O...NAS:) CAŁUJĘ GORĄCO:)"

Poczułam się jak  niebie czy coś... rozczuliłam się bo myśli o mnie... tysiąc rzeczy od razu przyszło mi do głowy... Ale przecież to nic nie znaczy, nie? Gdyby mnie zignorował to byłoby prościej, a tak? Karuzela z emocjami rozhuśtała się na nowo... No i stąd te pytanie w tytule...

Dziś przywróciłam go na listę gg ale nie odzywamy sie do siebie...

piątek, 27 sierpnia 2004

Od czasu jak mój "romans" się skończył jakoś nie bardzo wiem o czym pisać. Nie będę przecież zanudzać opisami codziennych zwykłych czynności i zdarzeń. Czyżby musiała kogoś znowu poznać abym miała o czym pisać? Mam nadzieję, że mam do zaproponowania więcej niż tylko to co ma mój facet, choćby najfantastyczniejszy. Problem pogea na tym, że życie moje stało się nagle tak mało fascynujące. Czyżbym chciała wrócić do poprzedniego stanu? Za nic w świecie...

Więc co się dziś zdarzyło? Spóźniłam się do pracy godzinę bo pociąg, którym dojeżdżam uznał za stosowne stanąć dwie stacje przed Dworcem Głównym i nie wiadomo było kiedy ruszy w dalszą drogę. Obsługa konduktorska oczywiście o niczym nie wiedziała. Któraś z pasażerek powiedziała,że ponoć mają problem z torami. Mam nadzieję, że nikt się na nie nie rzucił... Do pracy dotarłam taksówką.

Z optymistycznych wieści: mamy medal złoty oraz jest piątek :)

środa, 25 sierpnia 2004

Wczoraj byłam na kawce i lodach z Agą. Potem obeszłysmy centrum miasta aby stwierdzić, że czego jak czego ale porządnych butów za rozsądną cenę to raczej nie można dostać. Wprawdzie to jeszcze sierpień ale ponoć półki uginają się pod nową jesienną kolekcją...

Dzisiaj jestem w dobrym humorku i specjalnie o Nim nie myślę. Nie rozpaczam... wprawdzie rozmawialiśmy wczoraj na gg ale ucięłam jego zapędy na bardziej intymną rozmowę. I jakoś mi nie żal... Czy to znaczy, że tamto było nieprawdziwe? Czy też jak wszystkie netowe znajomości jak się zaczęło tak szybko się kończy? Może aby coś z tego wynikło trzeba było spotkać się jak najszybciej, a nie przeciągać ten moment do czasu aż obie strony się znudziły?

Tylko takie szybkie spotkanie też może być ryzykowne. Aga opowiadała, że jakiś czas temu dzwoni do niej koleżanka. Umówiła się z facetem z netu i obiecała, że przyprowadzi koleżankę bo o n z kolegą. Aga się zgodziła. Wchodzi facet.. obrączka na palcu, a ponoć pytała go czy wolny. I jeszcze dodaje, że kolega też żonaty. No i że on tego nie ukrywał. Rozmowa się nie kleiła i facet dał nogę po 10 minutach...

wtorek, 24 sierpnia 2004


W tym roku Włodzimierz Szaranowicz podczas ceremonii rozpoczynającej imprezę otworzył igrzyska doskonałym tekstem "Tamtym dawnym igrzyskom towarzyszyło wzywanie bogów nadaremno". A potem usłyszeliśmy:

- nieco posępne "Jego życie miało tragiczny przebieg. Zmarł" Włodzimierza Szaranowicza

- bardzo praktyczne "Proszę Państwa, zbliża się godzina 22. To znak, że musimy się przenieść do programu pierwszego" Macieja Kurzajewskiego

- pełne metabolistycznej prawdy "Zawodniczki startują w kategorii wiekowej do 58 kg" Pauliny Chylewskiej

- prawdziwe od A do Z "A teraz nasza flaga. Jak zawsze, czerwień na dole, biel na górze" Michała Olszańskiego

- historyczne "Potem nasi kolarze wyjechali do Hiszpanii na mały renesans" Ryszarda Szurkowskiego

- urocze "Turek Mutlu to taki kieszonkowy Herkules" Krzysztofa Miklasa

- frywolne "Zawodnik po wyścigu będzie musiał schłodzić swego konia" Marka Szewczyka

- także frywolne "Dany będzie wykonywał rzut wolny, ale jeszcze poprawia sobie sprzęt"

- i zupełnie bez zahamowań "Ćwiczy w zwisie, bardzo ładnie obciągnięty" z zawodów gimnastycznych

- zagadkę logiczną "Wygrała tę walkę w taki sam sposób, w jaki przegrała poprzednią" Marka Troniny

- czy też zastanawiające "Wybiegnijmy myślą wstecz" Przemysława Babiarza

- zupełnie logiczne "Ona tego ciężaru nie podniesie, to byłoby nielogiczne" Krzysztofa Miklasa

- paradoksalne "Wiatr wieje w plecy tzn. wieje im w twarz, bo przecież płyną tyłem do przodu!" Marka Kaczmarczyka

- minimalistyczne "Polscy wioślarze są faworytami do medalu. Przynajmniej do złotego

- z kasyna wzięte "Trzeba będzie zagrać no nie w ruletkę, nie w pokera, ale va banque." Jerzego Góry

- science-fiction "Świderski dzisiaj jest wszędzie. Chyba klonuje się na boisku" Piotra Dębowskiego.

- telewizyjne "Nie wiem czy jutro będzie możliwość wejścia na tzw. żywo" Marka Szewczyka

- budzące podziw "Longo mogłaby być matką trzech czwartych tego peletonu" Jerzego Góry

Nie może też zabranknąć słynnego Tomasza Zimocha: "Ale Australijka ucieka jak drapieżna barakuda gdzieś tam wokół rafy koralowej."

No i wreszcie zwiastujące kolejne igrzyska "i widzimy na trybunach najwięcej kibiców chińskich. Chińczyków w ogóle na świecie jest najwięcej, więc nic dziwnego proszę państwa..."

Karierę robi też "dzióbek" Kajetana Broniewskiego, o który można przegrać w wioślarstwie.

No i wreszcie na koniec dowiedziałem się od Przemysława Babiarza, że Amerykanina Aarona Peirsola chciano zdyskwalifikować w wyścigu stylem klasycznym dlatego, że "popełnił jakiś błąd na nawrocie".



Właśnie dochodzi kawa w ekspresie. Każdego ranka modlę sie aby zadziałał. Wczoraj na przykład odmówił współpracy. Ale dzisiaj łaskawie się włączył i nawet coś tam spłynęło. Bez tej używki nie sposób zacząć dnia. A będzie to pracowity dzień.. bieganie po mieście..bieganie po biurze. Całe szczęście, że po południu spotykam się z Agą, moją najlepszą (i jedyną)przyjaciółką. Pójdziemy do "Kociaka" na jakiś pyszny deserek...

Co do przyjaźni to jakoś trudno mi się zawiera nowe znajomości. Przynajmniej w realu. Muszę kogoś poznać, "rozgryźć, aby mu zaufać i pozwolić się do siebie zbliżyć. Może dlatego łatwiej mi kogoś poznać w necie? Skraca się czas potrzebny zazwyczaj na rozwinięcie znajomości, szybciej zaczynamy się zwierzać...

Tomek napisał mi wczoraj, że mu się śniłam. Nie jest to niestety sen nadający się do publikacji w blogu, choćby anonimowym. Oczywiście niczego to nie zmienia, choć miło mi było, że jednak o mnie myśli... czasami. Mam jednak wrażenie, ze ten stan nie potrwa długo...

poniedziałek, 23 sierpnia 2004

Segregatory, nie ten kolor zbyt rażący..leżą.. o już lepiej, więc one leżą w nieładzie pod ścianą. Zabrano mi już wszystkie półki. Pod ścianą w korytarzu stoi ogromniasty karton pełen makulatury, która jeszcze parę dni temu wydawała się niezbędna. Szef w ferworze porządków znalazł Bardzo Ważne Instrukcje, których nie można było znaleźć jakiś czas temu i przez, które mieliśmy spore kłopoty. O ich istnieniu nikt oczywiście nie pamiętał. Zdecydowano iż mojego biurka nie będzie się ruszać ponieważ zrobiono go z litego drewna, a nie z jakiejś sklejki. Aby go tu wnieść potrzebowano kilku sporych facetów. A więc żegnaj kochane biureczko...

Jedynie kolega z pokoju obok nie wydaje się przejęty przenosinami i nic nie wyrzuca. A wyrzucać to on ma co, wystarczy spojrzeć na jego biurko. W każdym razie ma czas do końca miesiąca.

Co do stanu moich uczuć.... jakoś nie miałam czasu się nad tym zastanowić, a w weekend usilnie wgapiałam się w telewizor wypatrując tych medali co miały być, a ich nie ma. W piątek nie rozmawialiśmy, ani dziś też na razie nie. Za to śnił mi się od czasu "zerwania" dwa razy, a przedtem wcale. Na ogół zresztą nie pamiętam swoich snów.  W każdym razie wydaje mi się, że emocje opadły. Może zresztą nie było o co (albo o kogo) tak się denerwować?

piątek, 20 sierpnia 2004

Po całym tygodniu ciężkiej pracy marzę tylko o tym aby zanurzyć się w pościeli i przespać weekend. Wczoraj latałam po mieście celem dorobienia kluczy do nowego biura oraz latałam po biurze celem spakowania rzeczy do przeprowadzki, która niestety nie odbywa się planowo. Do domu wracałam tak zmęczona jakbym na polu motyką dziabała oporne chwasty. Wprawdzie mamy czas do końca miesiąca ale to się tylko tam mówi, potem się okaże, że zostało nam dwa dni i wszystko trzeba zrobić "na wczoraj". W dodatku zwykłej pracy biurowej wcale nie ubyło.

Dziś od rana tak samo... Tęsknię do godziny 16.30...