Kategorie: Wszystkie | Moje artykuły | Myśli (nie) złote | Zasłyszane
RSS
środa, 29 września 2004

Zimny jesienny deszcz wdziera się pod parasole. Mokre krople wilgoci ściekają mi po twarzy kiedy chodzę ulicami miast. A po ulicach ludzie spieszą się dokądś. Ja nie spieszę się już nigdzie.. nie mam pracy, do której mogłabym spiesznie podążać. Mam jednak nadzieję, że ten stan nie potrwa długo... Mogłabym ewentualnie spieszyć się na randkę ale po pierwsze pora za wczesna na takie atrakcje - no chyba że studencka randka by to była nad zakurzonymi tomami w bibliotece... Po drugie nie mam faceta, do którego bym biegła przez zatłoczone, mokre ulice, zarumieniona z wysiłku albo.. z podniety?

Mam jednak nadzieję, że ten stan też się zmieni...

poniedziałek, 27 września 2004

Bez zmian w sferze pracy. Dzis poniedziałek więc przejrzałam dodatek praca do Wyborczej, znalazłam kilka ogłoszeń dla siebie. Nikt na razie nie dzwonił z propozycja rozmowy ale mam nadzieję, że to kwestia czasu.

Natomiast poważna zmiana zaszła w moich relacjach z Tomkiem. Wczasie sobotniej, wieczornej i bardzo intymnej rozmowy on stwierdził że powinniśmy przejść na platformę koleżenską. Że mnie bardzo lubi, szanuje ale.... Że każde z nas ma swoje życie i nie wyrwie się. Zroumiałam że na ozdrawiające spotkanie nie mam co liczyć. Zaproponowałam miesiąc przerwy we wzajemnych kontaktach- żadnych rozmów ani przez telefon ani przez gg, żadnych maili ani esemesków. Zobaczymy co z tego wyniknie ale temperatura jakby opadła......... jakoś to nie boli......... Więc może ta operacja nie będzie już tak bolesna?

piątek, 24 września 2004

Czy brak dostępu do netu może byc skutecznym lekarstwem na chorą znajomość netową? Wpadam do jakiś cafejek dwa trzy razy w tygodniu na godzinkę, muszę się sprężać aby załatwić wszystkie pilne sprawy tj odczytać maile, napisać i wysłać oferty pracy, przejrzeć różne portale. Mało czasu na rozmowę zwłaszcza, że On jest w pracy. Kiedy miałam dostęp do netu 8 godzin to zawsze znalazła się ta chwilka czasu między zajęciami na rozmowę. A teraz? Siedzę sobie i nawet hej do mnie nie powiedział. Może to i lepiej? Jeszcze miesiąc i całkiem nam przejdzie. Wprawdzie mamy komórki ale co będzie jak nie będę miała za co kupić karty? Bo on nie bardzo pali się do dzwonienia...

Z pracą nadal bez zmian. Brat księgowej nie zadzwoniłł, wysłałam kilka aplikacji i nadal czekam...

środa, 22 września 2004

Brzydko się zrobiło,nie lubię takiego wiatrowo- deszczowego dnia, który ledwie się zaczyna, a już się kończy. Nie dodaje on mi optymizmu, którego poziom mocno się ostatnio obniżył. Choć ostatnio pojawiło się światełko w tunelu przynajmniej jeśli chodzi o pracę. Przedwczoraj zadzwoniła bowiem księgowa z mojej byłej firmy. Jej brat ma bowiem firmę komputerową i szuka osoby do prac sekretarskich i pomocy księgowej. Zapytała mnie czy może mu dać mój numer telefonu. Ale na razie nie zadzwonił...

Byłam dzisiaj w Urzędzie Pracy. Postałam sobie w kolejce, podpisałam gdzie trzeba, obejrzałam oferty dla murarzy, krawcowych i przedstawicieli handlowych i poszłam. Tu to na pracę raczej nie mam  co liczyć.

Jednego mi tylko bardziej od prcy brak- dostępu do internetu. Codzienny kontakt z Tomkiem bardzo dużo mi jednak dawał. Wiedziałam, że żyję. Owszem rozmawiamy przez telefon ale to nie to samo...

piątek, 17 września 2004

Wydawać by się mogło, że osoba pozostająca bez stałego zajęcia ma mnóstwo wolnego czasu, który nie wie jak zapełnić i w związku z tym cierpi na depresję, a co najmniej nudzi sie niezmiernie. Nic bardziej mylącego przynajmniej w moim wypadku! Od tygodnia nie miałam dnia na zwyczajne nudzenie się i leżenie na kanapie. Mam oczywiście na myśli dni robocze bo weekendy to zupełnie co innego.

I tak w piątek byłam po świadectwo pracy, a trzeba wspomnieć, że mieszkam na wsi, 30 km od dużego miasta, w którym pracowałam i w którym jest też m. in dostęp do netu w postaci kawiarenek internetowych. W poniedziałek byłam po raz pierwszy w Urzędzie Pracy. We wtorek byłam po raz drugi w Urzędzie Pracy. O przygodach moich w tych przybytkach można sobie poczytać we wcześniejszej wzmiance. W środę byłam w miasteczku leżącym 10 km od mojego miejsca zamieszkania w celu załatwienia różnych spraw, w tym zajrzenia do kawiarenki internetowej... Wczoraj byłam z moją rodzicielką w owym dużym mieście. Na codzień trudno nam się było razem wybrać dlatego, że pracowałam. W weekend też to stawało się niemożliwe bo nie mamy samochodu, a pociągiem mojej mamie się nie chciało. Dlatego też wczoraj pojechałyśmy autobusem czego nie znoszę. Po obejrzeniu licznych sklepów powróciłyśmy całe i zdrowe do domu.

Dziś natomiast znowu jestem w miasteczku- m. in. odebrać buty od szewca, pozostawione w środę oraz zajrzeć do kawiarenki...

Plany na przyszły tydzień? W poniedziałek "do miasta"- muszę odebraz zdjęcia, powysyłać CV i takie tam. We wtorek idę po południu na szkolenie konsultantek Avonu, na które wybieram się od półtora roku. Z braku czasu ciągle to odkładałam i zwodziłam moją szefową, że "tym razem to na 100 %". Na razie tyle. A jeszcze nie byłam na żadnej rozmowie kwalifikacyjnej!

wtorek, 14 września 2004

Dziś udałam się do Urzędu Pracy po raz drugi. Najpierw stałam w jednym ogonku po numerek, a potem w drugim celem rejestracji. Wizyta przebiegła bezboleśnie- pani mi się spytała czy dobrze mi się pracowało. Przedtem jednak jedna pani wepchnęła się przede mnie twierdząc, że przysłano ją z innego pokoju. Potrem jakiś facet ale tu okazałam się asertwna i powiedziałam,że przyszedł za mną oraz że godzinę na karteluszce ma późniejszą od mojej. Przeprosił i wyszedł.

Ofert pracy oczywiście odpowiednich dla mnie nie było. Ale zato należy mi się zasiłek dla bezrobotnych w kwocie 403 brutto. Co za oszałamiająca kwota!

poniedziałek, 13 września 2004
Udaję się do jaskini lwa jakim jest Urząd Pracy. Nic dobrego mnie tam nie spotka- jestem pewna (poza zasilkiem) ale nie sposób tego uniknąć. Zawsze wszystkim powtarzałam aby nie załatwiać spraw (zwłaszcza urzędowych) w poniedziałek i co? Nie miałam jednak wyboru bo świdectwo pracy datowane na 31 sierpnia- odebrałam dopiero 10 wrzesnia. Nie wiem czy nie grożą za to jakieś kary...
piątek, 10 września 2004

Pełna werwy i portymizmu zjawiłam się w pracy aby odebrać świadectwo pracy. Dostałam je a jakżę ale przy okazjii koledzy zasypali mnie prośbami- jak oni sobie dadzą beze mnie radę? Myśl, że jestem niezastapiona bardzo ale to bardzo mnie podbudowała. Miałam zamiar udać się jeszcze dziś do Urzedu Pracy ale z roztargnienia nie wzięłam wszystkich potrzebnych w tym celu dokumentów. Muszę więc tą wizytę przenieść na poniedziałek.

Ps: We środę Tomeczek pocieszał mnie telefonicznie, a potem obstawialiśmy wynik meczu Polska-Anglia. Niestetty żadne z nas nie zgadło, a stawką było nasze spotkanie....

środa, 08 września 2004

Dzisiaj mój ostani dzień w pracy. To stało się tak nagle i niespodziewanie, że chyba jeszcze nie przyjęłam tego do wiadomości. Wczoraj po południu szef mi oznajmił, że jednak nie przedłużą mi umowy. .. Właściwie to nawet odetchnęłam z ulgą bo od dwóch miesięcy nie wiedziałam na czym stoję. Pierwsze wypowiedzenie dostałam zresztą w październiku zeszłego roku... Drugie w czerwcu ale przedłużano mi i przedłużano. Na szczęście mam referencje no i najważniejsze- zapłacili mi jeszcze dziś ( osobiście wpisywałam przelew do minibaku).

A więć witaj wolności!

poniedziałek, 06 września 2004

Postanowiłam, chociaż to nie Nowy ROK, wziąść się za siebie. Dosyć narzekania i kończenia wyłącznie na marzeniach. Pierwszy krok uczyniłam dziś- umówiłam się ( nie, nie na randkę niestety) na rozmowę z konsultantem języka angielskiego.  Postanowiłam bowiem zapisać się na kurs, a nie skończyć, tak jak w ubiegłym roku i 2 lata temu, jedynie na planach. Wprawdzie nie mam zupełnie na to kasy ale skusiłam się oferta października za darmo. Potem się zobaczy...Mam w planach też kurs prawa jazdy (raty 100 zł miesięcznie ale to może w następnym miesiącu).

Onego nie będzie w tym tygodniu bo ma urlop. Odpoczniemy od siebie to się może sytuacja wyklaruje...