Kategorie: Wszystkie | Moje artykuły | Myśli (nie) złote | Zasłyszane
RSS
czwartek, 07 kwietnia 2005

No i w piątek byłam na tym teście... mam zaniki pamięci... pisałam już o tym czy nie? Muszę looknąć... moment... Pisałam... czy jest ze mną aż tak źle?

Wczoraj dostałam telefon, że zapraszają mnie na rozmowę decydującą, z Prezese, firmy. Przybyłam nieco za wcześnie (to lepiej niż się spóźnić) i dlatego przespacerowałam się ulica wtę i nazat, postałam pod budynkiem, wysłałam esemesa do Tomka coby mnie wspierał duchowo i zaciskał kciuki (wiem że pracuje, ale ostatecznie może być trzymanie kciuków symboliczne) i w końcu poszłam. Biuro nwowczesne, komputer z płaskim ekranem w modnych czaro srebrnych kolorach... A pani w dżinsach...

Posiedziałam chwilę i szef mnie poprosił do swojego gabinetu. Z nadmiaru foteli nie wiedziałam, na którym mam spocząć... Facet wydał mi się nieco mrukliwo- flegmatyczny ale może to tylko wrażenie. Zacytował kilka opinii pań, które miały ze mną spotkania wcześniej, ale to nie było nic z opinii z testów tylko moje słowa o oczekiwaniach i takie tam. Pytał się dlaczego ta praca i takie tam... Np jak długo szukałabym jakiejś umowy, co bym usprawniła w ich kancelarii...

Nie wiem...czuję, że mogłabym wypaśc lepiej, ale ta jego małomówność trochę mnie zbijała z tropu. Bardziej lubię żywszych rozmówców, którzy nadają ton rozmowie...

Obiecał na koniec, że "dziewczyny" zadzwonią do mnie najdalej do poniedziałku do południa, a praca byłaby nawet od zaraz. Mam mieszane uczucia... zajść tak daleko i odpaść?

Ta druga rozmowa, na którą miałam pójść w środę została odwołana z powodu żałoby po papieżu. Mają mie poinformować o następnym spotkaniu...

Ps: Przez śmierć papieżą stałam się nagle bardziej religijna, w ciągu czterech dni byłam na pięciu mszach! Po prawdzie jedna była ślubna... W sobotę poszłam nawet do spowiedzia, po raz pierwszy od... chyba czasów liceum... Co najmniej 10 lat! Nie wiem czy stan taki długo się u mnie utrzyma, w końcu mam raczej racjonalny umysł...

Co do plotek, które mój brat usłyszał na mój temat kiedyś w pcoiągu to mama , od której się o tym dowiedziałam, powiedziała mi w końcu kto tak powiedział. Domyślałam się tego bo skoro to nie miał być nikt z mojej miejscowości to krąg osób gwałtownie się zawężył. Okazało się, że to jeden z dwóch braci spośród trojaczków, z którymi chodziłam na studia... Lubiliśmy się bardzo, nawet jeden miał mnie na parapetówkę zaprosić, ale w końcu nie zaprosił.. teraz wiem dlaczego...

poniedziałek, 04 kwietnia 2005

i nic nie pozostało po nim- tylko wspomnienia...

piątek, 01 kwietnia 2005

Moja rozmówczyni okazała się bardzo miła dziewczyną w moim wieku albo i młodszą. Miała przygotowane chyba 10 normalnych pytań- 3 wady i trzy zalety, co pani robi w razie trudności i takie tam. Wyszłam chyba dobrze skoro zadzwoniła jeszcze tego samego dnia i zaprosiła mnie na dzis na testy.

No i przybyłam na godzinę dziesiatą, a wraz ze mną 5 innych pań. Miało być nas razem 7, ale jedna nie przyszła. Najpier dostaliśmy trzy zadania pisemne (co byś zrobił gdyby..., napisać pismo) a potem 100- pytaniowy test, w którym na pytania nalezało odpowiadać tak lub nie... z komputerem poszło mi znacznie lepiej niż ostatnio (bo tabelka juz była i wykresów robić nie trzeba  było) ale i tak excell ma przede mną tajemnice...

W każdym razie w środę idę na następną rozmowę- złożyłam podanie do biura doradcy finasowego i dziś zadzwonili zaprosić mnie na rozmowę...

czwartek, 31 marca 2005

Dostałam przedwczoraj telefon z firmy doradztwa personalnego- składam podanie o przyjęcie na stanowisko referenta ds. kancelarii w zeszłą sobotę i już się odezwali. zaprosili mnie na 13.30 ale specjalnie się na nic nie nastawiam bo znowuż się rozczaruję i tyle z tego będzie.

Święta minęły mi na obżarstwie i gapieniu się w telewizor, w którym (jak zwykle nie było nic do oglądania) ale pocieszam się, że tak święta wielaknocne spędziła większość rodaków. Tyle tylko, że znów muszę się wziąść za siebie- staram się gimnastykować ale dzisiaj po 10 minutach dostałam zadyszki... Nie mogę jednak się poddać bo taki celulit mam w udach że hej. No i jestem grubsza o kilka kilo od Bridget Jones w szczytowej formie. Kto czytał książkę ten wie!

Nawiasem mówiąc to fajna powieść, Nobla to Helen Fielding za nią nie dostanie ale np od harlekinów i Danielle Steele znacznie lepsza. No i miło poczuć wspólnotę problemów z inną babką choć znacznie mniej inteligenta (ale to można powiedzieć o dużej części wykształconych Brytyjczyków- wg. ostatniej wzmianki w Wyborczej)

Przedwczoraj rozmawiałam z Tomeczkiem - ja dzwoniłam ale na powitanie powiedział mi, że się za mną stęsknił...

środa, 23 marca 2005

No własnie czas miłości, a ja pisze sobie o Einsteinie i ciemnych sprawkach jego.. Ale cóż chudość w portfelu skłoniła mnie do napisania trzech prac zleconych, z których jedna dotyczy Einsteina właśnie, druga układu słonecznego który mao 8 palnet za dużo (do opisania) i czegoś o smierci w renesansie i średniowieczu...

poniedziałek, 21 marca 2005

Dzwonię dziś na numer z ogłoszenia- zatrudnią dwie panie do sekretariatu. Miła pani pyta się ile mam lat. Ja mówię. Pani mi dziękuję. Koniec rozmowy.

Czyli za stara jestem i na emeryturę?

środa, 16 marca 2005

Minął tydzień. Zapomniałam. Mam nadzieję, że nie zadzwoni. Znaczy facet z tej firmy co ostatnio...

Tomek znowu wczoraj dzwonił. Po południu. Nudziło się biedakowi w pracy. Poflirtowaliśmy kilka minut dopóki nie wszedł wstętny szef i Tomek musiał kończyć. Nie przypominam sobie kiedy tak ostatnio dzwonił do mnie tydzień po tygodniu i to w biały dzień! Czy to tydzień dobroci dla zwierząt? Oby trwał jak najdłużej!

poniedziałek, 14 marca 2005

To co przeżyłam w ubiegłą środę wydawało mi się koszmarem ale na sczęście nie było to aż tak traumatyczne przeżycie aby sparaliżować moje wysiłki w celu poszukiwania zajęcia...

Dostałam kilka dni wcześniej (półtora tygodnia temu) telefon z firmy, w której byłam w lutym na dwóch rozmowach na stanowisko sekretarki. Ostatecznie z pwodów językowych nie zostałam przyjęta ale rekomendowano mnie do Biura Obsługi Klienta.

Zadzwonił człowiek, który ten dział miała tworzyć. Jest Dyrektorem Sprzedaży, a dział w którym miałam pracować fachowo miał się nazywać Działem Obsługi Klienta. Początkowo nic nie zapowiadalo końcowej katastrofy, fact był no może nie sympatyczny ale powiedzmy fachowy i kompetentny. Wypytał mnie tak dokładnie, ze nie wiem czy ksiądz przy spowiedzi pyta tak długo. Spinałam z\się jak mogłam zmotywowana pozytywnymi opiniami poprzednich pracowników firmy. Jakie marzenia, cele w życiu, plany. Gdy powiedziałam, że jestem panną ale chciałabym mieć rodzinę spytał czy czekam na księcia... ale jakoś trzymałam fason.

Gorzej mi poszło z komputerem, którym myślałam, że jest moją mocną stroną... Posadził mnie przed laptopem, bez myszki (ale proponował że podłączy- mój błąd) i dobrą chwilę zajęło mi rozgryzienie jak się w excellu przeciąga i takie tam bez myszki. Pierwsze zadanie polegało na stworzeniu miesięcznego i rocznego raportu sprzedaży. Horror! Nie za bardzo wiedziałam czy kolejne cyfry oznaczają miesiąc czy liczbę komputerów.... To co powinno mi zająć dziesięć minut zajęło mi 50...

Drugie zadanie było łatwiejsze i polegało na napisaniu po prostu reklamacji. Ale i tak poczułam się upokorzono bo usłyszałam, że widać iż nie miałam do czynienia z komputerem a gdy próbowałam się tłumaczyć, że nie pracowałam na laptopie dowiedziałam się, że jestem mało elastyczna i takie tam.

Wyszłam na uginającyh się nogach po ... dwóch godzinach i 45 minutach... Poszłam na autobus miejski, z którego musiałam wyjśc po 10 minutach bo zrobiło mi się słabo...

Jedyne pocieszenie, że nie zawiodłam się na Tomku. kiedy pożaliłam mu się w esemesie co mnie spotkało odpisał mi pokrzepiająco , a potem zadzownił po pracy by mnie pocieszyć... Jest OK!

poniedziałek, 07 marca 2005

Wiem wiem- to moja wina. Obiecywałam sobie, że nie będę się do niego odzywać. Ale on również nie dotrzymał słowa. Ale to ja pierwsza się złamałam.

Czy muszę wyjaśniać, że cała zabawa z Tomkiem zaczęła się od nowa? Nie teraz ostatnio tylko ze dwa tygodnie temu. Czyli wytrzymałam przeszło tydzień. Ostatnio nie odzywałam się od środy ale doskonale zdaję sobie sprawę, że tylko dlatego iż mam za mało na karcie aby zadzwonić czy wysłać esemesa. Ale akurat wystarczająco tyle aby puścić głuchacza. Kiedy wczoraj nagrał mi się na pocztę nie mogłam się powstrzymać i puściłam mu sygnał.... Nie mógł zrozumieć widocznie, że nie mogę zadzwonić bo dostałam kilka głuchaczy i esemesa z pretensją dlaczego nie dzwonię. Nie chciałam aby znowu nagrywał mi się na pocztę więc ustawiłam aparat na "milczący" i odwróciłam się tyłem.... I tak mi się nagrała tym razem w owiele bardziej niemiłym tonie....

I co ja mam zrobić?

piątek, 04 marca 2005
Dostalam telefon z firmy w ktorej bylam w poniedzialek. Niestety nie zostalam zaakceptowana przez szefa...Niemily poczatek weekendu...
12:23, trzydziestka
Link Dodaj komentarz »