sobota, 21 listopada 2009

Jestem ślepa. Jestem głucha. Jestem głupia. Przede wszystkim naiwna jak dziecko.

Co się stało? Byłam dzisiaj u Asi zobaczyć Małego, miesiąc akurat ma. Okazało się, że jestem częścią telenoweli. Najprawdziwszej. Pogadać sobie szczerze mogłyśmy dopiero jak małżonek poszedł z Małym na spacer, bo wcześniej albo popłakiwał, bo ma kolki albo popłakiwał, bo głodny albo popłakiwał, bo był śpiący.Znaczy nie mąż popłakiwał tylko Mały.

Dziecko nie jest męża. Jest Ernesta. Do tej pory moja szczęka leży tam gdzie spadła. Mąż się dowiedział i zażądał rozwodu. Po kilku dniach mu przeszło. Całą ciążę jeździł do jej rodziców, gdzie się przeniosła i prosił, aby wróciła. Ona mówiła nie, nie kocham cię. On znowu przyjeżdżał.... Natomiast Ernest mieszkał z dziewczyną, ona miała kupować mieszkanie i się wyprowadzić i jakoś tak to się przewlekało i przewlekało, że Asia straciła cierpliwość. Rezultat jest taki, że mąż Asi ma ją i dziecko, a Ernest jest sam.

Mogłabym scenariusz telenoweli napisać, bo zarys dramatu już mam.

Teraz już wiem dlaczego Mały taki płaczliwy, skoro Asia całą ciążę przepłakała.

piątek, 20 listopada 2009

Jak rzadko ucieszyłam się, że już piątek. Wróciłam do domu pieszo, bo rower niesprawny, weszłam do wanny, nałożyłam maseczkę i mam gdzieś szefa z jego żółtą kartką, kartony co je musiałam rozładowywać, Dział Marketingu, który dziś stwierdził, że mu się pomyliło z kalendarzami, agentów, którym będę musiała odbierać, bo się Dział Marketingu pomylił  i kuriera, który niepotrzebnie stroił fochy, bo mógł nie wnosić, telefony, które dzwoniły i dzwoniły oraz wszystkich facetów świata!

czwartek, 19 listopada 2009

Powiedziałam szefowi o szpitalu, stwierdził, że dobrze iż powiedziałam z wyprzedzniem. Z lekka się może zdziwił, ale stwierdził "zdrowie ważniejsze".

Przy okazji się dowiedziałam, że na firmowe Andrzejki mamy pojechać albo ja albo M. bo cała "załoga" jest tam niepotrzebna. Cały rok człowiek pracuje, a na końcu musi być za to ukarany? To, że Niunia jedzie to oczywistość, o którą nawet nie spytałam. Choć wczoraj jak byłam taka zmęczona to sobie pomyślałam, że nigdzie nie jadę, zmęczona jestem, zaległości i w ogóle czasu nie mam na nic. I wykrakałam!

środa, 18 listopada 2009

Wróciłam do domu padnięta, jak nigdy. Tak ciężko chyba nie pracowałam kiedy w czasie studiów zatrudniłam się w Pizza Hut. A może młodsza byłam? Kolana mnie bolą, znowu ketonalem się smarować będę. Dlaczego? A kto musiał rozładować te kartony po 30 kilo co to wczoraj przyszły? Nic dziwnego, że mnie wszystko boli i moje mięśniaczki też do mnie jęczą, że one tego nie lubią. Co było zrobić, musiałam nadrobić to co straciłam w oczach szefa.

Po raz pierwszy miałam ochotę nie przyjść jutro do pracy.

wtorek, 17 listopada 2009

Dziś dostałam żółtą kartkę od szefa. Wprawdzie wpadki zdarzały mi się wcześniej, ale pierwszy raz się tak wyrazł. Jestem sama, bo M. na przymusowym urlopie. Przyszedł kurier, ale nie ten co zazwyczaj dostarcza przesyłki z centrali tylko z innej firmy. Oświadczył, że ma dużo kartonów i nie wniesie po one sa po 30 kilo. Po awanturach dyrektor z kilkoma innymi panami zeszli na parking i wnieśli te kartony do firmy, bo kurier zagroził, że odjeżdża. W zamieszaniu podsunął mi elektroniczny palmtop do podpisywania odbioru i podpisałam mimo, że niektóre kartony były jeszcze w windzie. Dyrektor to widział i zrobił duże oczy...

Potem zmył mi głowę, dobrze, że w cztery oczy. Mam niczego nie podpisywać, sprawdzać co podpisuję, liczyć kartony, brać pokwitowanie. chyba oberwało mi się za to, że musiał to nosić. Jutro będę dzwonić i sprawę wyjaśniać, ale jakoś odszedł mi zapał do pracy. I ja chciałam swoje zdrowie poświęcać? A figę!

poniedziałek, 16 listopada 2009

Decyzja zapadła: 15 grudnia. Dostałam maila od mojego doktora, do którego napisałam jeszcze w piątek co mam robić, bo może w styczniu? Napisał mi, że niemoże mi zagawarantować refundacji w styczniu, bo minister obcina wszelkie wydatki i nie wiadomo czy w przyszłym roku będzie możliwość wykonania embolizacji za pieniądze NFZ-u. Dziś z rana zadzwoniłam do Lublina i ustaliłam termin zabiegu. 14 przyjeżdżam po południu, 15 mam zabieg, 16 mnie wypuszczają chyba, że profesor zdecyduje inaczej. Najchętniej bym tam została tydzień, od razu by mnie poobserwowali, abym w razie komplikacji nie musiała pół Polski wracać...

niedziela, 15 listopada 2009

Ząbek mi się ostatnio odezwał, jak mnie rano rozbolało to nie wiedziałam czy mam się za brzuch czy za głowę trzymać. Goździk pomógł plus ibuprom max, ale na dłuższą metę to muszę iść jednak do dentysty. Z pieinędzmi krucho i nie wiem na czym mam oszczędzać, może po prostu stanę przy drodze, aby dorobić? W totka zagrać? Bogatego sponsora znaleźć? Najchętniej znalazłabym jakąś pracę dodatkową, ale o to trudno... Tylko z facetami mam już spokój: z głowy sobie wybiłam, moje oczekiwania i to co mi może zaoferować przeciętny posiadacz spodni się zdecydowanie rozmijają. Zostanę sobie singlem. Mam nawet plany: na wiosne lecę na weekend do Paryżewa z przyjaciółką, bo akurat loty tanie uruchamiają się. Lato spędzę u innej nad morzem, już się wstępnie wprosiłam. I po co mi do tego facet? Kłopot tylko, bo się płacze w poduszkę i noce bezsenne spędza, robi się sobie nadzieje, a na koniec i tak kopnie cię w tyłek.

piątek, 13 listopada 2009

Odebrałam dziś rano telefon z Lublina, poznałam, że to od nich po  numerze kierunkowym... Tak, moje przypuszczenia okazały się słuszne. Dostałam zgodę z NFZ na embolizację! Pani była bardzo miła, prosiła zadzwonić w poniedziałek, aby ustalić termin zabiegu. Co znaczy jedna malutka skarga... Tylko teraz mam dylemat z terminem. Zabieg trzeba zrobić do 14 dnia cyklu co oznacza albo przyszły tydzień, a to przecież dla mnie za prędko, kasy nie mam i nie wiadomo czy będzie miejsce w szpitalu. Drugi możliwy termin to około 10 grudnia, w samym oku cyklonu przeprowadzkowego, przed świętami... M. nie da sama rady sobie... Co ja mam zrobić?

Chyba dopiero w styczniu pójdę...

czwartek, 12 listopada 2009

Dzisiaj nie musiałam wstawać do pracy. Wczoraj zresztą też, ale wczoraj było święto, a dziś mam urlop. Jutro zresztą też. Co ja zrobię z taką ilością wolnego czasu? Posprzątam może, ale szkoda marnować te godziny nagle przez szefa podarowane (czyt: nakazane) na jakieś sprzątanie. Matka zdecydowała za mnie, wcale mnie nie pytając: pójdziemy do sklepu, potem na cmentarz, zobaczę czy biblioteka czynna i wymienię książki co je od lata trzymam. Potem będę czytać, czytać, czytać...

środa, 11 listopada 2009

Widziałam się wczoraj z Pauliną, dałam jej grzybka, porozmawiałysmy trochę. Okazało się, że jej ojciec miał kilka lat temu prześwietlany kręgosłup i już wtedy miał jakieś zmiany. Lekarz je zlekceważył, prawdopodobnie to były już te przerzuty... Życie niestety to nie serial medyczny...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 152
2010 już za:|2010 już ma: