|
wtorek, 09 lutego 2010
Brać pożyczkę czy nie brać? Chciałam wziąć kredyt odnawialny, aby spłacić kartę kredytową, która mnie zarzyna finansowa oraz kredyt gotówkowy wzięty dawno temu i przejedzony. Ale mój bank przyznał mi wstępnie kwotę ledwo ledwo starczającą na spłatę zobowiązań. I na rok tylko co mnie nie urządza. Może wziąć w innym banku kredyt konsolidacyjny? Spłacę to cholerstwo, ale zacznę do spłacania nowe... Zawsze mogę liczyć na wygraną w totka, raz już mi się to udało... 1. Uśmiechaj się. Nawet trochę wymuszony uśmiech wzbudza uśmiech w innych i poprawia tobie i innym samopoczucie
poniedziałek, 08 lutego 2010
Fryzurę wszyscy pochwalili, poza szefem, bo oczywiście nie zauważył. Inna sprawa, że akurat jego komplement nie jest mi specjalnie potrzebny do szczęścia. Obędę się.
niedziela, 07 lutego 2010
W związku z wyjazdem do Kołobrzegu zaczęłam przegląd kiecek jakie się ewentualnie nadają do zabrania i zaprezentowania. W tej już byłam i w tamtej. Czuję się jak królowa- drugi raz nie mogę się pokazać w tej samej, bo mnie żywcem zjedzą. Mam taką turkusową- lekko obcisłą i błyszczącą, takie materiały dodają z 10 kilo na starcie. Ale jej nigdzie nie nosiłam jeszcze, choć kupiona była z myślą o ślubie kuzynki. Jest jeszcze fioletowa, na ramiączkach, gorsetowa z rozkloszowanym dołem. Ciut górą ciasna, ale jak się włoży bolerko nic nie będzie widać. Mam jeszcze czerwony gorset z paseczkiem, idealny do jakiejś czarnej spódnicy. Tylko nie wiem czy te wszystkie kiecki pasują do mojego nowego looku w stylu punk? Nie będzie sie to gryźć. Z pasujących rzeczy mam tylko fioletowe lakierowane pantofle z klamrą z tyłu. W innym odcieniu fioletu niestety.
sobota, 06 lutego 2010
Poszłam do fryzjera, bo zarosłam strasznie. Obcięła mnie moja ulubiona fryzjerka jeszcze krócej. Grzywka tak fajnie na jeden bok zwisa. Z tyłu mam malutkiego irokezika. Boki wygolone, musiałam farbę od razu nałożyć, bo wylazła moja siwizna. Matce się nie podoba to znaczy, że wyglądam jak laska ;) Będę za tydzień strzelać do zwierzyny męskiej na spotkaniu oddziału nad naszym polskim morzem, bo jadę oczywiście!
czwartek, 04 lutego 2010
Już drugi raz mi wpis wcina :( To tylko wkleję analizę grafologiczną jaką sobie w promocji zrobiłam: "Posiada Pani uzdolnienia kierownicze. Coś w tym jednak jest...
wtorek, 02 lutego 2010
Moje oskrzela nadal nie są w idealnym stanie. Dziwne, że kaszlę bardziej w pracy. Czyżby to uczulenie na robotę było? Za 2 tygodnie szykuje się nam konkres oddziału, ponoć w Kołobrzegu. Nalezy mi się odpoczynek po całym roku ciężkiej pracy! Nie dam się dyrektorowi wykolegować tym razem.
poniedziałek, 01 lutego 2010
Pod domem mamy ogródek. w ogródku są kwiatki i dwa drzewka, jedno to ozdobna jarzębina posadzona tu ze 20 lat temu jak się sprowadzaliśmy, a drugie to jaśmin, który zasadziła moja mama. Zimą urzędują na nim ptaszki. Sikorki wolą jarzębinę, wróblom zostaje jaśmin. Kiedyś w ogórdku byl karmik, ale po tym jak nasza Kita latem sobie w nim spała trzeba bylo go zlikwidować, bo ptaszki go omijały. Teraz jest karmnik zastępczy- z dużej, 5- litrowej butelki. Żaden kot tam nie wlezie. Na gałęziach wiesza się słoninkę i smalec w pudełku. I po tylku latach dokarmiania nagle ta słonina zaczęła ginąć. Mozna by podejrzewać jakieś zwierzę, ale jedna ze słoninek została równo przycięta... A smalec ktoś wygarnął z pudełka (ptaszki wydziobują, a to było równo wyjechane). Nie podejrzewam sąsiadów, aby dokarmiali się w ogródku. Nie pomyślałabym, że ktoś może okradać ptaszki. Jakbym tego złodzieja złapała...
niedziela, 31 stycznia 2010
Garnek dziś spaliłam. Wstawiłam mamie rosołek z dobrego serca i zapomniałam o nim. Komputer mnie wciągnął. Zasmrodziłam całką kuchnię aż czarna była. No i dostało mi się po głowie za to.
wtorek, 26 stycznia 2010
Mam zapalenie oskrzeli. Dorobiłam się tego na tej imprezie, choć już coś wcześniej mnie drapało w gardle. M. kazała mi łyknąć maxi coś tam na grypę i takie są oto skutki. Jak wróciłam do domu w sobotę po południu to się już trzęsłam. Dwie kołdry i koc na mnie leżały, a temperatura rosła i rosła. W domu oczywiście była tylko polopiryna S, bo ostatnio matka była chora i wszystko zżarła. W niedziele było ciut lepiej. Wysłałam wieczorkiem sms do M, że chyba nie przyjdę do pracy jutro. A ona miała zacząć urlop od poniedziału. Smsa nie przeczytała od razu, tylko następnego dnia o godzinie 9, w piżamie. Firmy nikt nie otworzył. Szefowi wysłałam sms na godzinę przed rozpoczęciem pracy, bo uznałam, że skoro M. już wie to wystarczy... Szef zły, że go nie zawiadomiłam wcześniej. M. się obraziła i już się nie odzywa. Najlepiej oczywiście chyba zacząć szukać nowej pracy jak tylko dojdę trochę do siebie, bo w tej to już nie mam czego szukać. Po co mam czekać, aż mnie sami zwolnią? Jak nie zwolnią to praca z obrażoną M i tak będzie katorgą. A impreza była do bani, klub ciasny, muzyka za głośna, ludzi mało i w ogóle nie moje klimaty. Nie było gdzie usiąść i jakieś towarzystwo po prostu zajęło nam miejsca... |
Ostatnie notki
Zakładki:
Czytają mnie
Język angielski
Język francuski
Muzyka
Tworzenie stron www
Ulubione blogi
Jest nas już
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||